|
Strona
główna
O wyprawie
Informacje praktyczne
Trasa
Relacja
z podróży
Galeria
FOTO
Sprzęt
Linki
Kontakt
|
Sprzęt
Można
przypuszczać, że na wyprawę do Afryki trzeba skompletować sprzęt
najwyższej klasy, mocny i wytrzymały. Oczywiście jest w tym trochę
prawdy, jednak my staraliśmy się znaleźć kompromis pomiędzy jakością a
ceną. Nie ma sensu wydawać wszystkich oszczędności na sprzęt, którego w gruncie
rzeczy nie wykorzystamy do końca. Z drugiej strony nie można też zbytnio
oszczędzać – poważna awaria na pustkowiu, bądź w nieprzyjaznym mieście
może zepsuć wrażenia z wyprawy.
Rower
 
Nasze rowery to niemal seryjne rowery
crossowe średniej
klasy. Aga – Author Stratos, Kuba – Dema Esperia. Osprzęt Shimano Alivio/Deore,
w jaki są wyposażone nasze rumaki, jest w zupełności
wystarczający do zadań jakie im postawiliśmy.
Najpoważniejszą zmianą jaką dokonaliśmy była wymiana opon z
seryjnych na Schwalbe Maraton Plus. Spisały się znakomicie. Mimo, że
nasze rowery wyposażone są w koła 28”, to z tymi oponami czuliśmy się
bardzo dobrze zarówno na drogach szutrowych jak i na asfalcie. Dzięki
specjalnej żelowej wkładce i dobrej jakości gumie na trasie liczącej
2300 km złapaliśmy tylko po jednej dziurze! To właśnie solidne opony, a
nie najlepsze korby czy przerzutki zagwarantowały nam poczucie
bezpieczeństwa na trasie.
Sakwy
Nauczeni doświadczeniem zaopatrzyliśmy się w porządne, profesjonalne
sakwy Crosso: Dry – na przód, oraz Expert – na tył. Niestety z przyczyn
od nas niezależnych nie udało nam się dostać na czas drugiego kompletu
na tył, tak więc jedno z nas miało okazję testować lekko sfatygowane
sakwy niewiadomej firmy, kupione 4 lata temu za 70 zł (tzw. model Upał
Standard). Nikomu nie polecilibyśmy takiego rozwiązania, gdyż jest to
dość ryzykowne, jednak jak się okazało przy delikatnym traktowaniu sakwy
te skończyły swój żywot jedynie z kilkoma rozprutymi szwami i zepsutym
suwakiem. Zdecydowanie lepszą opcją jest zaopatrzenie się zawczasu w wygodne
sakwy dobrej jakości. Dobrym pomysłem jest kupno sakw wodoodpornych –
nawet jeśli nie złapie nas deszcz, nasz dobytek będzie skutecznie
chroniony przed pyłem.
Biwak
Kuchnia
To co na wyprawie po Europie jest jedną z ważniejszych części ekwipunku,
na wyprawie w Kenii staje się zbyteczne. Mowa o przyrządach kuchennych.
Kuchenki gazowe nie wchodzą w rachubę, gdyż butli z gazem nie wolno
przewozić w samolocie, natomiast na miejscu nie sposób ich zakupić. Z
kolei kuchenki benzynowe lub na różne rodzaje paliwa są albo ciężkie i
nieporęczne albo bardzo drogie. Ponadto w warunkach kenijskich nie ma
sensu gotowanie posiłków, ponieważ w każdej wiosce można kupić coś
dobrego i taniego do jedzenia (patrz
Informacje
praktyczne). Poza tym supermarkety, gdzie moglibyśmy kupić
cokolwiek, co by się nadawało do przyrządzenia posiłku (np. makaron,
ryż, warzywa, mięso) znajdują się tylko w dużych miastach. Nie ma więc
sensu zawracać sobie tym głowy.
Kemping
Z racji, że w każdym miasteczku można znaleźć lepszy lub gorszy
hotelik, sprawą dyskusyjną staje się targanie ze sobą namiotu, karimaty
oraz śpiwora. Śpiwór przyda się nam, gdy będziemy mieli przypuszczenia,
że w naszym hoteliku pościel nie jest pierwszej
świeżości. Karimata przyda się, gdy okaże się, że łóżko wcale nie jest
takie wygodne i leżąc na nim czujemy stelaż. Namiot, z kolei, warto
wozić ze sobą przez setki kilometrów dla tych kilku niepowtarzalnych
noclegów, jakie mieliśmy okazję doświadczyć, chociażby u kenijskiej
rodziny na ogródku, na posterunku policji, nad Jeziorem Wiktorii, w
lesie deszczowym, czy na skarpie nad rezerwatem słoni. W sumie ok. 1/3
nocy spędziliśmy w namiocie.
Nasz namiot to malutki Marabut Poligon 2, lekko sfatygowany, ale
doskonale spełniający swe zadanie. Jego niewielkie rozmiary i banalny
system nośny pozwalają na rozbicie się nawet w najtrudniejszych
warunkach, a jego stonowany, zgniłozielony kolor
sprawia, że nie rzuca się w oczy. Do przykrycia rowerów na noc
używaliśmy, jak na każdej wyprawie, płachty w barwach moro, którą
dostaliśmy wraz z namiotem.
Wartość a wygląd sprzętu
Ważną dla nas kwestią było nie pokazywanie wartości naszego ekwipunku.
Dlatego rowery postanowiliśmy upiększyć (choć niektórym może się to nie
podobać) przecierając je delikatnie papierem ściernym i malując sprayem
na stonowane kolory. Wszelkie elementy w kolorze srebrnym, jak szczęki
hamulców, korona amortyzatora, korby czy klamkomanetki staraliśmy się
zalepić taśmą izolacyjną (co również wpłynęło korzystnie na ich stan po
wyprawie). Nasze przednie sakwy wykonane są całkowicie z poliestru i
PCV, który zwraca uwagę swoim połyskiem. Wykonaliśmy więc piękne, beżowe
pokrowce, które sprawiały wrażenie, że mamy zaczepione z przodu zwykłe
płócienne worki. Te wszystkie zabiegi oczywiście nie sprawiły, że
przejeżdżając przez wioski i miasta nie zwracaliśmy na siebie uwagi,
jednak zrobiliśmy wszystko co w naszej mocy by nie być postrzegani jako
bogacze. Dla Murzyna, bowiem, jest jasne, że jeśli jesteś biały – masz
dużo pieniędzy.
Do góry |