Kenya Upał MTB Expedition

 

Strona
główna

O wyprawie

Informacje praktyczne

Trasa

Relacja
z podróży

Galeria
FOTO

Sprzęt

Linki

Kontakt

 

 

 

 

|Nairobi-Gilgil|   |Gilgil-Nakuru|   |Nakuru-J.Bogoria|   |J.Bogoria-Kisumu| |Kisumu-Kisii|   |Kisii-Narok|   |Narok-Nairobi|   |Wybrzeże|   |Safari|

 

Wybrzeże

Odchudzone rowery nad Oceanem IndyjskimPo krótkim odpoczynku i rozeznaniu, co do wyjazdu nad morze przetransportowaliśmy się autobusem do Mombasy. Główne miasto wybrzeża przywitało nas realnie tropikalnym upałem – nie ma czym oddychać, cali spływamy potem. Krajobraz zdecydowanie się tu różni od tego w głębi kraju – mnóstwo palm, baobaby, ludzie jakby bardziej wyluzowani. Przespacerowaliśmy się wieczorem po starym mieście, które wygląda trochę inaczej niż te znane z Europy. Minęło trochę czasu zanim się zorientowaliśmy, że cały czas chodzimy po nim. W ogóle, był to chyba pierwszy raz, kiedy mogliśmy bezpiecznie przejść się po zmroku po mieście w tym kraju. Po zmroku na miasto wychodzą kobiety czakrach, które za dnia zwykle siedzą Dobry widok z namiotuw domach. Widok miasta pełnego zasłoniętych od stóp do głów kobiet sprawia mocne wrażenie. Cały następny dzień spędziliśmy na zwiedzaniu Mombasy. Warto zobaczyć Fort Jesus (choć cena jest trochę wygórowana), gaj baobabów i przespacerować się po prostu po mieście, które jest bardzo specyficzne. Na uwagę zasługuje tutejsza kuchnia Suahili – można zjeść całkiem tanio i bardzo smacznie.

Diani Beach

Następnie udaliśmy się na południe w kierunku Diani Beach. Po drodze zboczyliśmy do Shimba Hills, gdzie dzięki uprzejmości znajomych, mieliśmy możliwość rozbicia namiotu na 350 metrowej Diani Beachskarpie z przepięknym widokiem na Rezerwat Słoni Mwaluganje. Coś fantastycznego! Oglądać słonie z góry, malutkie jak ziarnka maku…

Diani Beach swoje czasy świetności ma już za sobą. Rafa koralowa, która ciągnęła się ok. 300 m od brzegu w ostatnich latach obumarła na skutek ocieplenia się wody w oceanie. Za nią obumarło już kilka hoteli w okolicy. Pozostali tylko nachalni naganiacze na plaży, tzw. „Beach Boys”. Nie warto się pisać na żadną z ich wycieczek. Lepiej włożyć sandały, maskę i przespacerować się na resztki rafy.

Arabuko Sokoke

Ruiny GediNastępnie w dwa dni przejechaliśmy trasę do lasu Arabuko Sokoke. O tej porze roku wieje tam południowy wiatr, więc nie sprawiło nam to żadnych trudności. Arabuko Sokoke to deszczowy las równikowy. Niegdyś całe wybrzeże Afryki Wschodniej było nim pokryte. W skrawku, który się tu ostał stworzono park narodowy. Park nie nadaje się za bardzo na wycieczki rowerowe – większość dróg pokrytych jest grząskim piaskiem – przez większość czasu musieliśmy prowadzić nasze rowery. Niedaleko lasu znajdują się ruiny miasta Gedi. Wejście w przystępnej cenie – naprawdę warto! Ruiny są bardzo tajemnicze i można się poczuć miejscami trochę nieswojo. Miasto Gedi prosperowało bardzo dobrze od XIII do XVII w., handlując m.in. z Chinami, Indiami, Hiszpanią, a także Lasy mangrowe nieopodal WatamuWenecją. Mimo, iż od XV w. w odległej o 15 km Malindi stacjonowała flota Portugalska Vasco da Gamy, nie pozostały żadne zapiski na temat miasta Gedi. Nigdy nie zostało do końca wyjaśnione, dlaczego zostało opuszczone.

Watamu

Na koniec odwiedziliśmy Watamu – typowy nadmorski kurort, a jednak zachował coś ze swojego pierwotnego klimatu wioski rybackiJak z reklamy Bountyej. Na plażę w Watamu zakaz wstępu mają „Beach Boys”, dzięki czemu naprawdę można tam odpocząć – tak też uczyniliśmy. Wybraliśmy się także na nurkowanie z rurką na przepiękną rafę koralową – coś fantastycznego! Feeria barw, ryby wszelkiej maści i rozmiaru! Czuliśmy się, jakbyśmy oglądali National Geographic na żywo! W ramach tej samej wycieczki zwiedziliśmy lasy mangrowe w pobliskiej zatoce Mida. Na tym zakończyliśmy naszą rowerową podróż po Kenii. Wsiedliśmy w autobus w Malindi, który zawiózł nas do Nairobi. Trzeba przyznać, że nocna jazda autobusem przysporzyła nam całkiem sporo adrenaliny.

 

|Wstecz|   |Dalej|

© 2007 platki.waw.pl